W sobotę 28 listopada 2015 r. w Zespole Szkół nr 12 w Warszawie odbyły się regionalne eliminacje Turnieju Maszyn Wiatrowych 2015. W eliminacjach wzięło udział 120 drużyn z województw centralnych i wschodnich. Była to już czwarta edycja konkursu. Nasi zawodnicy uczestniczyli w nim po raz pierwszy. Z naszej szkoły w zawodach wzięły dwie drużyny z klasy IIm "AKA Tajfun" zbudowany przez Dominika Pawłowskiego i reprezentowany przez Kamila Żaczka oraz "Herkules" zbudowany i reprezentowany przez Kamila Pawłowskiego. 

Po przybyciu na miejsce i zarejestrowaniu się, rozpoczęto pomiary maszyn. Każdy wiatrak musiał spełniać standardy wymiarów, ponieważ w przeciwnym wypadku nie dałoby się go umieścić w maszynie testującej. Podczas pomiarów okazało się niestety, że Herkules jest za gruby, a Tajfun zbyt niski. Oczywiście nasi zawodnicy byli dalecy od wpadnięcia w panikę i w zdecydowany sposób zajęli się poprawianiem swojej maszynerii. Na szczęście organizatorzy pomyśleli o wszystkim i przygotowali pod ręką doskonale wyposażony warsztat, gdzie zawrzała intensywna praca. Dzięki udostępnionym narzędziom oraz resztkom z wiatraka konkurencji, nieszczęśnika który nie "przeżył" podróży, udało się podnieść kolumnę Tajfuna podkładająć kawałki łopatek. Herkules poddał się łatwemu przesunięciu ośki i po kilku minutach oba otrzymały upragnione OK od pana sędziego. Po wejściu na halę ogarnęła nas atmosfera zawodów. Kolejni zawodnicy byli wywoływani przez mikrofon i podchodzili do maszyny testującej. Wyniki wyświetlane były na bieżąco na dużym monitorze, tak że panowało napięcie jak na zawodach lekkoatletycznych lub skokach narciarskich. Niestety już na początku okazało się, ze poprzeczka jest zawieszona bardzo wysoko. Najlepsi zawodnicy, startujący już po raz czwarty, zaprezentowali maszyny wykonane z zegarmistrzowską precyzją, z drogich materiałów np ze stali narzędziowej lub balsy, a nawet wykonanych na obrabiarkach cyfrowych czy drukarkach 3D. Nie brakowało też jednak debiutantów z kartonu, plastikowych butelek lub grubej blachy. To nic, że rozlatywały się przy pierwszym podejściu lub ani drgnęły, bo liczył się przede wszystkim fun i dobra zabawa.Szkoły ponadgimnazjalne wystartowały po południu, a że byliśmy wpisani dopiero na 64 miejscu na liście startowej, to czekało nas kilka godzin czekania.Nasi zawodnicy nie zmarnowali tego czasu. Nawiązali kontakty z najlepszymi, którzy przekazali im swoje doświadczenia. Kiedy w końcu Tajfun trafił na stanowisko pomiarowe, nie było problemów z zamontowaniem i pomiar wystartował. Można obejrzeć na filmiku jak wiatraczek ruszył ochoczo z kopyta i zrobił całkiem dobre wrażenie, bo szybko wszedł "na obroty", a podczas hamowania dzielnie bronił się przed zatrzymaniem.